JEŚLI NIE MY, TO KTO? JEŚLI NIE TERAZ, TO KIEDY?

Kochani, należą się Wam przeprosiny za tak długie zwlekanie z opublikowaniem pierwszego posta od czasu naszego wyjazdu. Na swoje wytłumaczenie mamy to, że na nasz wyjazd składało się kilka ważnych kwestii życiowych. Nasza podróż różni się od wypadów innych podróżników (a przynajmniej od większości z nich) tym, że decydując się na kilkuletni wyjazd, musieliśmy uporać się z kilkoma ważnymi i obszernymi tematami. W sumie wszystko od momentu podjęcia decyzji o realizacji tego planu zajęło nam 3 lata, a od momentu zakupu bazy naszego kampera (ciężarówki Iveco) wtedy, kiedy świat nagle przyśpieszył, zajęło nam równo rok. I byliśmy tym wszystkim bardzo zmęczeni, ale zarazem szczęśliwi. Udało się ! 13 listopada 2018 wyruszyliśmy w swoją wymarzoną podróż !!! Teraz potrzebny był nam odpoczynek i trochę czasu na organizację życia w podróży.


Co składało się na nasze przygotowania do podróży?

Oczywiście w pierwszej kolejności musimy zaznaczyć, że to Paweł wykonał ogromną pracę związaną z wyborem auta, wyborem i zaklepaniem terminu w firmie wykonującej naszą zabudowę od samego początku wg naszego projektu. Do tego doszły godziny spędzone na wyborze materiałów, wyposażenia i zastosowania rozwiązań polecanych przez innych podróżników. W dużej mierze opieraliśmy się na książce Ulricha Dolde o budowaniu motorhome na ciężarówce 4×4 (którą to dla zainteresowanych nadal posiadamy w sprzedaży). Dużą dla nas komplikacją było prawie miesięczne opóźnienie w zakończeniu prac nad zabudową , które nie pozwoliło nam przetestować Ivy i spokojniej przygotować się do wyjazdu.

Drugim ważnym dla nas aspektem było podjęcie decyzji o sprzedaży mieszkania, którego naszym zdaniem utrzymywanie przez kilka lat podróży byłoby bez sensu i pochłaniałoby nie tylko zasoby pieniężne, ale również nasz wolny czas i uwagę. To było naprawdę trudne tak wszystko spasować, abyśmy mogli się wyprowadzić z mieszkania do kampera, pomijając ew. wynajem mieszkania po drodze. Ilość rzeczy, którą mieliśmy w posiadaniu, a z którymi rozstawaliśmy się na różny sposób od marca br. na moment wyprowadzki i tak nas mocno przygniotła, do tego stopnia, że nasze ostateczne pakowanie opóźniło wyjazd o 2 dni.

Trzeci ważny punkt na liście przygotowań do wyprawy to uporządkowanie spraw firmowych, czyli zadbanie o odpowiednie przepływy dokumentów, upoważnienia, podjęcie decyzji umożliwiających prowadzenie firmy z dowolnego miejsca na świecie itp. Tego też nie dało się załatwić w 1 dzień czy tydzień. To kolejne godziny planowania i przewidywania różnych sytuacji, które mogą wystąpić w przyszłości.

Kolejna (4) ważna kwestia to nasza córka Julia. W sierpniu skończyła 5 lat i już w tym roku musieliśmy zadbać o zapisanie jej do obowiązkowej (od 6 roku życia) zerówki. Nasz wybór padł na edukację domową, której jesteśmy ogromnymi zwolennikami. Nie mieliśmy żadnego problemu z podjęciem tej decyzji, bo nie popieramy obecnego systemu będącego naszym zdaniem zbyt dużym obciążeniem psychicznym i fizycznym dziecka, a dającego zbyt mało użytecznej w codziennym życiu wiedzy. O ile załatwienie wszystkich formalności (po głębszym zaznajomieniem się z tym tematem) nie przysparza większych trudności, o tyle w naszym przypadku kilka razy odbiliśmy się od ściany. A dlaczego? Po pierwsze Julia musiała przejść badania w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej (PPP) Warszawa Wilanów z racji rejonizacji przedszkola, do którego uczęszczała do końca czerwca br. Opinia owszem została wydana, ale bez określenia przez jaki czas jest ważna. Jeśli chcielibyśmy takową uzyskać to od poradni PPP, pod którą Julia będzie podlegać od pierwszego dnia zerówki. Nie wiadomo zatem czy pomimo wstępnych zapewnień, że Julia zostanie przyjęta do zerówki i szkoły prowadzącej ED, brak określenia czasoprzestrzeni pierwszej opinii nie zaważy o jej przyjęciu, a bez przyjęcia do zerówki i szkoły nie będziemy mogli ubiegać się o kolejną opinię. Mocno zagmatwane, ale tak to wygląda ☹ Jednak jesteśmy dobrej myśli i liczymy na pomoc ludzi, którym będzie zależało na dziecku , a nie na sztywnym trzymaniu się formalności.

Piąta – to nasze zdrowie. Skoro przez kilka lat nie będzie nas w kraju (a swoje lata już mamy ;)) to pomyśleliśmy, że warto byłoby zrobić nam wszystkim podstawowe badania wraz z odwiedzeniem stomatologa w celu dokładnego przejrzenia stanu naszych ząbków i dziąseł. U Julii dodatkowo zalakowaliśmy ząbki, co powinno wystarczyć na 6 miesięcy, a dodatkowe porcje preparatu dostaliśmy „na wynos“ do samodzielnego zastosowania po wskazanym okresie. Temat naszego zdrowia obejmował również swoim zakresem wyrobienie kart EKUZ (o tym pisaliśmy w poprzednich postach) oraz znalezienie dla naszej rodziny odpowiedniego ubezpieczenia turystycznego odnawianego i opłacanego raz w roku. Niestety żadne „polskie“ towarzystwo ubezpieczeniowe nie było w stanie sprostać naszym wymaganiom (m.in. wysoka suma ubezp., wysokie OC oraz transport do szpitala i/lub kraju, opieka stomatologa), dlatego postawiliśmy na ubezpieczenie True Traveller (kliknij). Do tego wykonaliśmy dodatkowe szczepienia, chociaż i tak pierwsze lata podróży planowo spędzimy przede wszystkim w Europie i częściowo w Afryce. Niezbędne min. w tym zakresie to WZW-A, WZW-B, dur brzuszny, tężec/błonica/polio. Pozostałe wykonamy w maju 2019.

Ostatni punkt na naszej liście (chociaż niemniej ważny) to zadbanie o naszą suczkę LiLi w podróży. Oprócz zadbania o odpowiednie szczepienia, wyrobienie odpowiednich dokumentów, support weterynarza (w razie jakby coś złego się działo – tutaj pozdrawiamy dr Bryłę), zakup większej ilości odpowiedniej karmy i smakołyków, rozeznanie gdzie można odnowić szczepienia, to już wcześniej zaczynaliśmy ją przyzwyczajać na podróży autem. Na samym początku była tragedia. Co kilka km wymiotowała i drżała ze strachu. Zabierałam ją ile się dało na krótkie przejażdżki, na których dalej wymiotowała. Kolejna wyprawa to podróż autem do Poznania i tutaj postanowiłam wziąć ze sobą kości po żeberkach i dać LiLi w aucie na początku podróży. I wiecie co – podziałało! Nie było wymiotów i teraz już wiedziałam, że to tylko był strach. Jak tylko wsiadła z nami do kabiny kampera, to jak ręką odjął wszystkie dolegliwości. Chyba wiedziała, że nie ma innego wyboru jak się dostosować, bo nie było już ani wymiotów, ani drżenia, ani ślinotoku. Od tamtej pory grzecznie śpi na moich kolanach i dzielnie znosi trudy podróży ☺ Tak więc sami widzicie, sporo tego było i wszystko to, co się działo w czasie ostatniego roku przed wyjazdem, kosztowało nas bardzo dużo energii. Wyobraźcie sobie, ile czasu pochłania samo pakowanie rodziny powiedzmy do miesięcznej podróży, a jaką pracę musieliśmy wykonać, aby zapewnić całej naszej rodzinie minimum komfortu życia na kolejne kilka lat. O tym, jak wygląda nasze życie i co nas spotkało w podróży będziecie mogli poczytać w naszych kolejnych wpisach, do czego serdecznie zapraszamy.

Trzymajcie się ciepło i nie dajcie złej pogodzie !

 

Poniżej kilka zdjęć z tej ciemierżniczej pracy.

 

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych